wtorek, 11 lipca 2017

Za mało kurwa, kurwa! O zwiastunie "Botoksu" Patryka Vegi

Wczoraj w internetach natknąłem się na zwiastun nowego filmu Vegi. Bo ciężko się na niego nie natknąć. Dziś serwis Wirtualna Plotka Polska trąbi, że ma on już ponad pięć milionów wyświetleń. Wchodzę, sprawdzam, myślę: co za dureń to pisał? Pięćset tysięcy to nie pięć milionów. A później z pobłażaniem kiwam głową sam nad sobą. Zaraz będzie pięć i pół miliona. 

– Jaki on jest, kurwa, bez kontaktu?

Nie piszę tej notki po to, żeby rozwodzić się o mechanizmach reklamowych. Po pierwsze za dużo, po drugie i tak wiadomo, o co chodzi i dlaczego wciąż dajemy się nabierać na te same chwyty. 

– Kurwa, dostał wpierdol, zajebali mu komórkę, nie ma z nim kontaktu.

Patryk Vega. Człowiek sinusoida. Jeden z największych talentów i antytalentów współczesnego kina polskiego. Gość, który potrafił zrobić najlepszy bodaj serial w historii tego kraju (Pitbull), a potem wysikać się na widza Last minute i wysrać Ciachem. Od Ciacha gorszy jest chyba tylko Kac Wawa, a to o czymś świadczy.

– Nie będę tego palca szukać. W chuj masz. Cztery ci wystarczy.

No ale nic to. Każdy ma wzloty i upadki. A czasem, kiedy musisz napełnić lodówkę, przestajesz patrzeć na jakość. Ma się sprzedać i już. 

– Nie podoba się, to wypierdalaj.

Przyznać trzeba, że ostatnie filmy Vegi sprzedawały się znakomicie. Mógłby więc znowu skupić się na tym, co dobre. Bo lodówkę na pewno ma pełną. 

– To, co się pisze, jak jest zjebany poród.

Stężenie filmów Pitbullopodobnych w powietrzu dawno przekroczyło normę. Nie, nie jestem hejterem ani Vegi, ani jego produkcji. Po prostu staram się trzeźwo patrzeć na otaczający mnie świat. 

Filmów Vegi nie mogę oglądać na trzeźwo. 

Nie są tragiczne. Są po prostu takie same. Mam wrażenie, że można by obejrzeć tylko jeden z obrazów z uniwersum (wielkie słowo) Pitbulla, żeby móc wypowiadać się na temat całej serii. 

– A chuj wie.

Nudy. Naprawdę. Cholerne nudy. 

Ale do rzeczy. Do tegoż nieszczęsnego zwiastuna, który, mimo iż jechany jest bezlitośnie, i tak zapewni Botoksowi wielką frekwencję, może nawet rekordową. Właśnie dlatego, że jest jechany. Dlatego, że o nim głośno. Że trąbią o nim największe portale i najmniejsze biedne żuczki pokroju Niezależnej Krytyki. 

– Kurwa, co tu się dzieje, kurwa, na tym SOR-ze? Chirurg jak Batman zapierdala po oddziale.

Cztery i pół minuty bluzgów i czerstwych żartów, przy jakich Karol Strasburger jawi się nam jako  George Carlin (R.I.P., staruszku). Nie chodzi nawet o to, że te bluzgi SĄ. My z chłopakami w magazynie pokazalibyśmy bohaterom Vegi, jak się, kurwa, klnie. Chodzi bardziej o bezcelowość. O to, że rzucanie mięchem jest nie dość że nudne, to w dodatku tanie. Ktoś mógłby powiedzieć: "To jest prawdziwy film. Na faktach" (pozdro panie Piotrze Czajo). Ludzie, nie dość wam takich "faktów" na co dzień? Klniecie w myślach, klniecie na głos, słyszycie bluzgi wokół. Ileż można? Ja bym pewnie przekleństw nie zauważył, albo może słyszałbym je aż za dobrze i jarał się nimi, jak tymi w Psach, gdyby nie to, że są to inwektywy dla inwektyw. Nie przekonują mnie. Nie mam wrażenia, że coś wnoszą. Że budują charakter jakiejś postaci czy środowiska. U Vegi kurwują wszyscy tak samo, jeden chuj z jakiego piętra społecznego. 

– Kurwa, jakie zajebiste buty!

Nudy. 
I jeszcze raz nudy.

Motyla noga.

Ja się właściwie Vedze nie dziwię. Ludzie głodni, to ich karmi. Przepis sprawdzony, więc pichci to samo, tylko czasem talerz da z innym wzorkiem, coby urozmaicić jakoś posiłek. 

– Synuś... Matka, kurwa, nam jebnęła...

Jeszcze jedno. Siła reklamy jest wielka, ale na szczęście nie nieskończona. Recenzje, artykuły i zapowiedzi wrzeszczą i obwieszczają, że każdy kolejny film zawiera kultowe cytaty (słowo "kultowy" staje się odwrotnością swojego pierwotnego znaczenia). Żadnego nie złapałem. Ktoś coś? Podsuwajcie, objawcie mi pierwiastek geniuszu tkwiący w filmach Vegi. 

– Tatuś, kurwa... Wypijemy dzisiaj.

Zwiastunowi nabiłem trzy wyświetlenia. Warto było. Dzięki niemu nie obejrzę Botoksu. Możliwe, że zwiastun wprowadza potencjalnego widza w błąd. Może Botoks wcale nie jest kolejnym zlepkiem ześwirowanych fabułek polanych soczystymi inwektywami. Może to nie będzie następny obraz, którego twórcy pomylili dobry humor i celną ciętą ripostę z odzywką pyskatego gimnazjalisty. Może wcale nie czułbym, że oglądam po raz któryś ten sam film, tylko aktorzy dla niepoznaki zmienili kombinezony albo zapuścili brody. 


A Grupa Rafała Kmity śmiała się z Psów... 

– Przestań, kurwa. Wiesz, ile ja tu ludzi zabiłam?

– Kurwa, ciężko się tu pracuje, w tym szpitalu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz